W tygodniu byłam z Lili na zajęciach w żłobku organizowanych dla rodziców i dzieci. Były tańce, zabawy a nawet realaks z użyciem mis tybetańskich. Jednym słowem bardzo pozytywne wrażenia. Odkąd Lili chodzi do żłobka w mojej głowie upadł jego mit. Bo żłobek zazwyczaj jest postrzegany jako wylęgarnia chorób, gdzie dzieci chodzą zapłakane, zasmarkane i zapomniane, dostają byle jakie jedzenie i ogólnie matka, która oddaje tam swoje dziecko jest wyrodną kobietą. Nic bardziej mylnego! Ja już wiem, że napewno nie oddałabym dziecka pod opiekę obcej osoby zwanej opiekunką, gdzie nigdy nie miałabym pewności czy ona nie leży na kanapie przed telewizorem, a dziecko jest puszczone samopas (a znam taki przypadek). W żłobku dziecko jest pod fachową opieką psychologa, pedagoga, logopedy i pielęgniarek. Ilość piosenek, które Lili się uczy i śpiewa w domu przekonuje mnie, że tam każda godzina jest świetnie wykorzystana. A w jadłospisie nie ma żadnej żywności sztucznej, nic z paczki, a od tej jesieni wprowadzają żywienie eko. Będąc w pracy, jestem w 100% pewna, że moje dziecko jest w dobrych rękach.
I tylko żal, że prawdopodobnie w styczniu nasza przygoda się zakończy, a rozpocznie nowa - przedszkolna.
Dwa zdjęcia zrobione po zabawie - w trakcie nie było jak....
p.s. Asiu mamo Nadii prosimy o namiary na Twojego bloga:-)
3 komentarze:
Nadusiowy blog to dusiamichalak.bloog.pl a mój osobisty jest na blogspocie - dostałaś zapro prawda ?? :)) Zdrowa żywność w żłobku czy przedszkolu to ogromna zaleta ;))
Wow, a co to za fajny żłobek?
Państwowy?
oczywiście, że państwowy!
Prześlij komentarz