Czyli rzecz o tym, że było całkiem dobrze. Lili brykała u dziadków na całego, wymyślała coraz to nowsze zabawy (np. kładła dziadków na podłodze i kazała im spać a sama w tym czasie szła do Biedronki na zakupy, jak sama twierdziła). Niestety z powodu nadmiaru wrażeń skończyły się drzemki w ciągu dnia, co teraz mnie strasznie męczy. Niewyspane dziecko=nieznośne dziecko.
I oczywiście gotowanie było numerem 1:
i zajęcia plastyczne z misią Zuzią:





2 komentarze:
Niesamowity z niej słodziak :)
Kolorowych bombeczek, dużo aniołków i gwiazdeczek,
słodkiego lenistwa i wielkiego oddechu od codziennego pośpiechu!
WESOŁYCH ŚWIĄT!!!
Prześlij komentarz