Tzn. jak sobie radzimy, bo o walce ciężko mówić - raczej cieszymy się, że nie mamy angielskiej pogody, a prawdziwe letnie upały. Długo się wstrzymywałam, aż w końcu wyraziłam zgodę na rozłożenie baseniku (inaczej nazwać się nie da). Lili ledwie się mieści w nim, ale ogólnie nie chodzi o pływanie, a raczej o chłodzenie się i zabawę. Płytki i mniejszy odpowiada mi bardziej ze względu na młodszego bąbla. Przynajmniej tak rygorystycznie pilnować nie trzeba. Chociaż....jak zostawiłam Lili samą, bo poszłam do domu wytrzeć Niki uslyszałam " mama, przecież dzieci w basenie nie wolno zostawiać bez opieki" - no cóż....co racja to racja! W tym roku poszłam na całość po raz pierwszy i Niki biegała po podwórku "na Ewę", Lili też w prawie maksymalnym negliżu. Należy się, ze względu na temperaturę.
I chociaż wakacji jak na razie nie planujemy, to prosimy jeszcze trochę o taką pogodę :-)
2 komentarze:
Wiem cos o angielskiej pogodzie, bo wlasnie za oknem mam urwanie chmury ;(
współczuję, ja to bym w deprechę wpadła przy takiej pogodzie...
Prześlij komentarz