niedziela, 18 listopada 2012

Ciasteczkowe zmęczenie materiału

Udziela mi się niestety....Marzyłam już od dawna o wolnym dniu, bez gości, bez pośpiechu, bez wyjazdów, za to z leniwym siedzeniem w domu. I sama nie wiem czy się go doczekałam -bo fakt, siedzę w domu, ale leniwie raczej nie, bo zawsze coś do zrobienia musi być. Marzę ostatnio o takim dniu spędzonym bezdzietnie, z książką w ręku i najlepiej leżąc w łóżku. Pewnie nieprędko się spełni....
Ale chciałam wrócić do piątku na chwilę. Dał mi się strasznie we znaki. Rano latanina po urzędach, bo z szanowny  Urząd Skarbowy w 4 miesiącu prowadzenia przeze mnie działalności zarządził kontrolę. Bo należy mi się zwrot - to oczywiście trzeba sprawdzić czy przypadkiem obywatelka nie kombinuje i nie ma zamiaru okraść biednego państwa P. Jak dla mnie śmieszne. Przez nich muszę gnać conajmniej dwa razy 120km w obie strony - a kto za paliwo mi zwróci? Jak sobie chcą kontrolować to niech pokwapią się do mnie, a nie ja do nich!
Dobra, ale nie o tym chciałam, a o dzieciach mych. Bo jak tylko wróciłam do domu padło hasło: robimy ciasteczka! Akcję ciasteczkową miała Lili obiecaną dawno i w końcu jej marzenie się spełniło. Przepis mega prosty zaczerpnęłyśmy od Basi z basinepichcenie.blox.pl. Lili rewelacyjnie mi pomagała, Niki zresztą też próbowała. Efekt był, ale niestety krótko - dziś zniknęło ostatnie ciasteczko :-) Podsumowując -  uwielbiam wspólnie coś robić z dziećmi, ale, ALE....mógłby ktoś po tym posprzątać....bo potem sił brak.
Ale nad wyraz cieszę się,że mam w domu dziewczynki i czekam na czas, kiedy same będą przyrządzać smakołyki, a ja będę wtedy w łóżku z książką.....
Ech....rozmarzyłam się :-D
 


 

Brak komentarzy: