poniedziałek, 26 listopada 2012

Cud


Noc z czwartku na piątek, dzień przed bardzo ważnym wyjazdem, Lili budzi się w nocy i z płaczem przychodzi mi obwieścić, że boli ją uszko. Dla mnie dramat, podaję jej środek przeciwbólowy i gorączkowy, zasypia. Rankiem pędem do lekarza - faktycznie uszko jest zaczerwienione, drugie lżej. Lekarka zapisała krople i syrop, a w zanadrzu antybiotyk. Piątek wczesnym popołudniem temperatura rośnie, a ja mam dylemat, co robić z kolejnym dniem. Tysiąc scenariuszy w mojej głowie i jeden najgorszy - nie jadę. Późniejszy wieczór - temperatura spada, by przed spaniem zupełnie zniknąć bez śladu, uszko też nie boli, a dziecię wygląda na zdrowe. Dla mnie to istny cud, który wydarzył się w najodpowiedniejszym do tego momencie. A mi prawie wiary zabrakło :-)
Wyjazd zaliczony, akumulatory naładowane.
Jednak ten tydzień będzie pod znakiem dwójki dzieci w domu, wolę żeby Lili wydobrzała tak na dobre, żadnego kaszelku czy glutków.
Nie wiem jak wytrzymam, zwłaszcza, że coraz bardziej pochłania mnie praca. Jednak pracując na etacie można rozgraniczyć temat dom-praca, a pracując na tzw. swoim takiej możliwości nie ma. I człowiek wstając rano jest w pracy i kładąc się spać również. Zwłaszcza kiedy lubi to co robi.
Mam tylko nadzieję, że nie oszaleję....

Brak komentarzy: