Odwiedziliśmy wczoraj rodzinnie nasze ulubione miasto w Polsce. Uwielbiam takie jednodniowe wycieczki, chociaż nie ukrywam, że dzieci poskromić ciężko. Szczególnie małą Nicolę, która ma etap "siama, siama", szczególnie kiedy tatko na spotkaniach służbowych, a my zostajemy same, we trójkę. Ale i tak wolę to niż siedzenie w domu. Wczoraj po raz kolejny postanowiliśmy odwiedzić wrocławskie zoo. Niestety nie wiedzieliśmy, że czynne tylko do 17 i ominęło nas kilka atrakcji, m.in. wyczekiwana przeze mnie motylarnia :-( Ale i tak sporo zwierzątek udało nam się zobaczyć, a dziewczyny miały dużą frajdę. Na koniec nogi nam odpadały, ale Lili nawet zbytnio nie jęczała, tylko brała to na śmiech. Następny raz pewnie będzie jak ukończone zostanie Afrykarium, chętnie je zobaczymy na własne oczy!
Zebry miały nas w d....!
Pozowanie trochę słabo nam wychodziło
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz