Emocje jeszcze nie opadły.
Historia beznadziejna, ale uczy, wiele uczy.
Pojechałam do miasta, konkretnie CH po buty dla Lili.
W samochodzie popsuł się centralny, a wkładka od kluczyka była popsuta. Zamykałam dzynglem od strony kierowcy i jedne drzwi zawsze nie zamykały się - te od strony Lili i je zawsze zostawiałam otwarte.
Standardzik więc....zaparkowałam, wysiadam, zamykam drzwi dzynglem i idę po Lili. Okrążam samochód łapię za klamkę, ciągnę a tu ...NIC wielkie nic, drzwi zamknięte!
Otwieram bagażnik z myślą, że może z tej strony uda się dojść - nie ma szans.
Dzwonię do męża spanikowana, mąż w delegacji nad morzem, 200km ode mnie. Na odległość nie pomoże.....
Krążę wokół samochodu ze łzami w oczach, chwytam się nadziei, że może ta jedna jedyna wkładka zadziała, szarpię drzwiami.
Dzwonię do teścia i łamiącym głosem proszę o pomoc. Przyjedzie, ale to potrwa,musi dojechać.
W międzyczasie podchodzi jakiś chłopak, czeka na żonę i zwrócił na moje dziwne zachowanie uwagę - próbuje pomóc. Po kolei robi wszystko to co ja....przynosi śrubokręty...NIC.
Lili coraz bardziej spocona w środku, dobrze,że butlę z sokiem miała przy sobie. Nie płacze, siedzi grzecznie.
Przychodzi drugi chłopak, też NIC, jesteśmy w ciemnej D....
Zbić szybę? Ale jak? Czym? A Lili?
Teść, jest ma jakieś druciki, ale drzwi zbyt szczelne, szyby też.
Mimo tego jego obecność mnie uspokaja nieco, choć wciąż jestem jak emocjonalna bomba pełna łez.
W końcu jakoś odginają drzwi we trójkę i sięgają do dzyngla drutem - kilka prób i .... udaje się!
Poczułam wielką ulgę, nawet nie bardzo wiem co czułam.
Wszystko to trwało może z pół godziny, dla mnie - wieczność.
Mój teść to McGyver.
A ja? mam nauczkę do końca życia, te drzwi NIGDY się nie zamykały....ale wcześniej zawsze wyciągałam Lili a potem zamykałam, teraz uwierzyłam w rzekomy pewnik, przeciez to NIGDY....
Pamiętajcie: NIGDY nie wierzcie w NIGDY!
A Lili w samochodzie ani razu nie zapłakała....
kupę robiła;-)
3 komentarze:
Tak, troche przyprawia o dreszczyk ta historia... Cale szczescie, ze mial Wam kto pomoc!
Ale stres, współczuję :/ Ale ostatnie zdanie rozładował całe napięcie powstałe podczas czytania :D To sobie Lili sposób znalazła ;)
O matko... Dobrze, że się wszystko tak bezboleśnie skończyło...
Prześlij komentarz