Ha i nie wiem czy jest z czego się cieszyć. Bo i swoje zdanie coraz wyraźniejsze ma i upór coraz to większy. Dziś np. poszłam rozejrzeć się po sklepach za jakimś fatałaszkiem i wzięłam po pracy ze sobą Lili. I co?
W pierwszym sklepie :
- ja pooglądam sobie sama!
Ok, niech i tak będzie, ufam jej, że nic nie rozrzuci, nie muszę raczej nic zbierać.
I było ok do momentu kiedy Lili sciągnęła z półki torebkę.
- Lili odłóż tą torebkę!
- nie!
- odłóż tę torbę!
- NIE! Cie tojebkę!
- ale mama nie kupi Ci tej torebki, przecież masz swoje, ładniejsze, takie malutkie
- Nie! cie tę tojebkę!!! (torba dwa razy większa od niej!)
i skończyło się na odrywaniu od dziecka torby i wychodzeniu z krzyczącym i wijącym się dzieckiem ze sklepu. Ale obciach. Na szczęście bardziej mnie to śmieszy niż złości, czy zawstydza względem innych ludzi, więc luz.
Ale zastanawiam się czy nie odizolować jej od sklepów, bo kiedyś skończę z krzyczącym dzieciem na podłodze, brrrr.....
3 komentarze:
to ci rośnie mała modnisia :)
Tojebkę :)))))Asia z Nadią
jak sie jest mala dziewczynka i ma sie TYYYLE rzeczy do schowania na wyjscie to nic dziwnego, ze jest potrzeba wiekszej torby, no mamaaaaa :))
Prześlij komentarz