wtorek, 12 czerwca 2012

Siostry karmiące

Z okazji bez okazji wybraliśmy się do miasta. Wow! wreszcie inny krajobraz! Dla mnie genialne, dla dziewczyn chyba też. Ale moje spostrzeżenie - czuję się z nimi dwoma jak wielbłąd, który musi mieć oczy dookoła głowy. Lili ma swoje pomysły, chce chodzić w swoje strony, a Niki oczywiście wózek w tyłek parzy i chce z niego natychmiast wyjść. Więc nie raz niezły młyn wokół nas. Np. dziś - jesteśmy w markecie, Lili prosi o jakieś słodkie, mała już niecierpliwie drze się w wózku i wije. Lili nie może się zdecydować, a mała w tym czasie zdejmuje buta i gdzieś rzuca - potem ja biegam po markecie i szukam buta już z pełnym koncertem. Ratuje mnie kobieta, która go znajduje tuż za rogiem ;-) i wtedy szybka ewakuacja. Śmieję się do męża, że zawsze nas znajduje po odgłosach ;-)

Ale nie miało być narzekania, ale o tym, że fajnie!
no i te karmiące:



Lili nie mogła się powstrzymać i hyc do fontanny




Brak komentarzy: