czwartek, 6 września 2012

Strachy na lachy

Stwierdzam, że chyba się starzeję jednak.... Chciałabym mieć umysł dziecka i dziecka podejście do życia. Beztroskie, bezlękowe, bezstresowe. Lili poszła do przedszkola i co? I oczywiście nie może być inaczej niż dobrze. Po pierwszym dniu stwierdziła, że jest fajnie i w każdy kolejny dzień wstaje bez ociągania i idzie chętnie. To szczegół, że nie potrafi wymienić ani jednego imienia koleżanki czy kolegi, ale bawi się z nimi. Zresztą najważniejszy jest kącik lalek! Policzyła wózki i zameldowała, że jest ich 6. Ostatnio jak ją odbierałam to namierzyłam ją na zabawie żelazkiem - czyli zabawa w dom i wchodzenie w role, co szczególnie lubi. Z jedzeniem oczywiście problemów nie ma, śniadanka je chętnie, nawet ostatnio stwierdziła, że tak jej smakowało, że zjadła sześć bułeczek (mam nadzieję, że źle policzyła, bo inaczej to zwiększą mi opłatę za żywienie;-) ). No i tak to wszystko wygląda w konfrontacji z lękami i obawami starzejącej się matki.....

3 komentarze:

M. z blogu Vyspa - domek nad morzem pisze...

Duże już te nasze dzieci :)

Gabryjelov pisze...

Tak to jest z nami matkami,chyba bardziej wszystko wyolbrzymiamy i przeżywamy na wyrost.Moja Gabka też dała radę jako trzylatek.Prawie w ogóle nie płakała przez cały rok.Ale jako czterolatek kryzys jednodniowy się pojawił...No cóż...różnie bywa.Tak jak w życiu.Powodzenia:)
Dzielna dziewuszka:)

AsicaN pisze...

Ech czemu te dzieci tak szybko rosna ?? :D