czwartek, 23 sierpnia 2012

Kilka słów o N.

Chyba jednak faktycznie w naturze musi istnieć równowaga. Ja takową dostrzegam pod własnym dachem, obserwując swoje dzieci. Różnią się bardzo.... Lili była mega grzecznym dzieckiem, bardzo przewidywalnym, mogłam mieć do niej 100% zaufanie, bo wiedziałam,że głupie pomysły nie przychodzą jej do głowy. Pamiętam jak grzecznie bawiła się małymi śrubkami siedząc na dywanie, przesypywała je i była cała zadowolona. Kiedy czytałam jej książeczkę potrafiła grzecznie usiedzieć w jednym miejscu, tak samo w wózku. A Niki? To wcielony łobuz. Wszędzie jej pełno, na dupsku nie usiedzi, ostatnio nawet jak idę na zakupy to w jedną stronę musi iść sama, bo wózek parzy w tyłek. Jak puszczę ją na podwórko - biegnie do furtki (Lili w jej wieku nawet chyba nie wiedziała, gdzie jest furtka!), otwiera ją i wychodzi na ulicę. Jak zostawię w pokoju wspina się na stolik edukacyjny i stoi sobie na nim bez trzymania! Wchodzenie po schodach ma opanowane do perfekcji - zajmuje jej to dosłownie 0,5 minuty. Nie zostawiłabym jej samej choćby na 20 sekund w obawie o to co mogłaby wymyśleć. Książeczka i owszem, ale tylko na minutę, bo po co ślęczeć i czytać jedną stronę jak trzeba szybko przejrzeć całą. A najlepsze jest jak pannie N. się czegoś nie da, albo zabroni! Wówczas ujawnia swój głęboko skrywany talent aktorski - rzuca się na podłogę i zanosi ogromnym płaczem, wręcz wyciem, raniącym uszy. Taka z niej artystka. Skóra zdjęta z taty pod względem wyglądu, śmieję się, że gdybym wcześniej wiedziała, że tak będzie podobna to dałabym jej zupełnie inne imię - Karolinka. Ale jest i słodka jej strona - ogromna miłość do siostry, powala i zniewala. Ot co....tak parę słów przyszło mi na myśl.


 

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

O kurczę,ten ostatni uśmiech! Cudowna jest!

AsicaN pisze...

Charakterkiem to mi przypomina naszego malego wspollokatora Bartusia :)