Moje obawy nie sprawdziły się (na szczęście), Lili grzecznie siedzi w nosidełku, podziwia panoramę gór, je górskie jagódki.
Jest bardziej marudna, sama nie wiem przez co, może przez zaburzoną porę drzemki popołudniowej, dziś wyspała się i jest lepiej.
Z nowych osiągnięć - nauczyła się wołać na nocniczek o kupkę - a bałam się, ze będzie szło długo, a wystarczyło wyjechać. Woła nawet w restauracji i robi na zwykły kibelek.
Tylko dziś pogody brak i siedzimy w domku, ale liczymy, że jeszcze dużo ciekawego przed nami :-)
1 komentarz:
Oj, ślicznie wygladacie :) aż miło popatrzec
Prześlij komentarz