Nagle z powodu choroby panny L. przyszło mi karmić dzieciaki, tzn. ja nie karmię, ja gotuję dla nich.
Rano Lili prosi: mama zjób kaszkę,bo dzieciaki już płaczą!
Potem każdy dostaje śliniaczek i zaczyna się karmienie.
Mama! misiu niedźwiadek nie chce jeść! oj,oj!
Po południu dzieci dostają kisielek,
mama, podmuchaj im bo jest gorący!
a potem przewijanie i wycieranie pup.
Ech...całe przedszkole tu mam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz