Z przedszkolem nadal nie mamy problemów, Lili chodzi chętnie, bardzo je lubi. Ma tam ulubioną koleżankę - Martynkę, którą znała już dużo wcześniej ;-) Nieraz jest problem, bo Martynki nie ma i wtedy jest płacz i hasła w stylu:
- ja nie chcę bez Maltynki!
Duży postęp poczyniła w kolorowaniu, stara się nie wyjeżdżać za linie. Tu może okazuje się pomocna krytyka ze strony koleżanek -
- a Amelka powiedziała, że brzydko pokololowałam!
A dziś usłyszałam angielskie zwroty :
- Good morning, big i small
nieraz uda mi się też usłyszeć piosenkę Hello, hello, ale zazwyczaj jest śpiewana pod nosem i szybko. Lili pytana co było na angielskim zawsze odpowiada nic! albo nie pamiątam więc pytać przestałam i teraz słyszę podczas zabaw takie słówka.
A dziś dowiedziałam się,że w przedszkolu panuje ospa - Lili bezpieczna bo miała rok temu, ja też za dziecka przeszłam, ale i tak cała drżę ze strachu o młodsze potomstwo, które wkroczyło dziś w 34 tydzień i chyba chciałoby coś dodać od siebie, bo wierci mi dziurę w brzuchu :-) To będzie chyba temperament tajfuna, bo mam wrażenie, że w ogóle nie śpi tylko wciąż się kręci i przeciąga :-0



1 komentarz:
No ja już się tej małej dzidzi z brzuszka doczekać nie mogę ;) Ale fajnie mają w tym przedszkolu :)
Prześlij komentarz