Lili przychodzi z przedszkola i opowiada.....
Czasami takie rzeczy, że ja mam problem z rozróżnieniem co jest prawdą a co nie.
Np. ostatnio.... spóźniłam się po Lili 1,5h, zdażyło się to pierwszy raz, uprzedziłam wcześniej opiekunkę grupy,że nie dam rady dotrzeć wcześniej. W tym czasie dzieci miały obiadek - byłam pewna, że opiekunki zaproponują też Lilce obiadek. Więc w domu pytam: jadłaś obiadek? - nie, a ciocia ci proponowała? - nie, ja w tym czasie siedziałam sama na dywanie i się bawiłam. Zrobiło mi się żal dziecka, które odseparowane i głodne czekało z boku. Jakoś nie mogło to do mnie dojść, że nikt nie zaproponował głodnemu dziecku jedzenia tylko dlatego, że na co dzień nie je obiadków w przedszkolu. Po południu jednak usłyszałam inną wersję - ciocia zawołała Liliankę na obiad, ale ona sama nie chciała BO : przecież nie mamy zapłacone za obiadki. Potem oczywiście kiedy okazałam zdziwienie znowu było wykręcanie się i mówienie, że to nieprawda. To co w końcu jest prawdą? Znając Lili to faktycznie historia druga jest raczej najbardziej wiarogodna. Ale takich historii jest wiele, historii, w których ciężko mi poznać prawdę bo dziecko puszcza wodze fantazji. Działa trochę stwierdzenie, że muszę zapytać cioci jak to było, wtedy zawsze prosi, żebym tego nie robiła. No cóż....mam nadzieję,że ta fantazja i wyobraźnia nieco się ukróci z wiekiem :-)
1 komentarz:
Ja tez tak robie :P pytam sie Nadii, czy moge sie isc zapytac i ona wtedy powie prawde :)
Prześlij komentarz