Dowiedziałam się o nim 6 maja, do 8 dzieci miały zgłosić swoją chęć uczestniczenia. Ciocia w przedszkolu zasugerowała, że Lili ładnie zapamiętuje i może by chciała. Pytana czy chce odpowiadała, że nie wie (prawdziwa, niezddecydowana kobieta). W końcu wydusiłam z niej pretensjonalne "noo dobraaaa" i zapisałam ją na wiersz Tuwima "Okulary". Konkurs się zbliżał, a zainteresowana ani myślała o nauce, choć przyznam, że znaczną część już umiała. Cała ta sytuacja mnie bardzo stresowała....myślałam nawet o tym, czy się nie wycofać. Aż w niedzielę, dzień przed konkursem coś w niej pękło. Wiersz nagle zaczął się łączyć w całość, nagle zaczęła recytować go przed babcią i śmiało przed nami. A wczoraj miała zaprezentować go przed publicznością. Stres miałam oczywiście ja. Całkiem niepotrzebnie, Lili wyszła, ślicznie wyrecytowała bez podpowiadania. Jestem z niej super dumna! W nagrodę otrzymała książeczkę. A mi jak zwykle było miękko na serduszku i łzy cisnęły się do oczu.... Moja mała - duża dziewczynka!
Zdjęcie robione z młodą na rękach i na stojąco więc nie jest rewelacyjne, ale zawsze pamiątka mała jest:
A młoda w tym czasie, hulaj dusza! zupełnie nie szło jej poskromić...
1 komentarz:
U nas dzieci z przedszkola miały w miejskiej bibliotece też konkurs recytatorski pt. "zapomniane wiersze". Dzieci się jakoś nie stresują takimi występami jeszcze.... to tylko my starzy przeżywamy :D
Prześlij komentarz