Kwestia przedszkola - myslałam, że łatwiej będzie, ale tragedii myslę, że nie ma. Jest płacz przy pożegnaniu, kurczowe trzymanie mnie, albo nagle sygnalizowanie potrzeby fizjologicznej. Znamy te sztuczki i już się nie dajemy. Tam na miejscu też jest troszkę płaczu, ponoć najwięcej na jadalni i w sypialni. Dotychczas Lili chodziła na 2 godziny, teraz mam zamiar dawać ją na spanie też.
Bo niewyspane dziecko to masakra.
Nagle bunt dwulatka osiągnął apogeum. Nie, nie i NIE! mama nie! histerie są i odbierają siły.
Ale trzymamy się dzielnie (z wyjątkami kiedy się wogóle nie trzymamy,a rozsypujemy na drobne cząsteczki).
Będzie dobrze!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz