poniedziałek, 2 listopada 2009

Najdłuższe 2,5h w moim życiu

Jakos przeżyłam. Choć łzy więzły mi w gardle, serce sciskało się z rozpaczy, kiedy słyszałam dochodzące zza drzwi nawoływania "mama, mami". Ha! przewrotna kobieca natura - w końcu sama tego chciałam, a oddawałam dziecko jak na skazanie. Nie wiedziałam co przez ten czas bez NIEJ robić, myslałam...
To nie jest to samo co zostawienie dziecka z babcią, to jak oddanie dziecka swiatu, społeczeństwu.
Więc Lili się dzis uspołeczniała kosztem matczynych nerwów. I swoich też, trochę popłakała, stała pod drzwiami, a kiedy po nią przyszłam wyszła do mnie z oczkami szklanymi a potem wrócił mój skowronek.
Na pytanie czy płakała? - odpowiedziała NIE!
Co robiła z dziećmi? - ba (bawiła się)
Jak miała na imię ciocia? - Gosia i Ania
Fajnie było? - yhy (czyli raczej tak)
A jutro tez jedziemy? - yhy

To pojedziemy.

A poniżej dzisiejsza wyprawa. Nie miałysmy auta, więc pociągiem i miejskim, wrażenia dla Lili jak najbardziej nowe (choć pociągiem już jechała, ale była mniej tego swiadoma).

Przed:





Po:


Niestety zdjęć "z" nie mam, bo nie mogłam nawet popatrzeć jak się bawi, je itp, po pierwsze inne dzieci wszczęłyby lament za swoimi mamami, a Lili mogłaby mnie nie wypuscić :-(

Moje wnioski: składam wniosek o urlop wychowawczy dopóki Lili nie skończy 18lat!

3 komentarze:

Rodzinkaxl pisze...

Dziewczyny trzymajcie się dzielnie!

smallangel pisze...

Dumna z Was jestem, że dałyście radę :)

Julko pisze...

Dzielna Mama i dzielna Lili!!! Ja już czuję ścisk w gardle jak myslę, że to wszystko przed nami. Choć gdyby była taka mozliwość to nie zastanawiałabym się nad zapisaniam Julka do wcześniejszego przedszkola. Trzeba iść do przodu nawet z łezką w oku. Pozdrawiam!!!