Zrobienie zakupów z dwójką dzieci (małych dzieci!) graniczy z cudem. Więc najczęściej, żeby przetrwać oczekiwanie na drugą połowę, która mi w tym pomoże, cumujemy w jakiejkolwiej kawodajni, gdzie usadzone z tyłkami na miejsce dzieciątka sprawują się znośnie (młodsza przeważnie nie na tyłku, ale przy cycku :P ). Ostatnio w taki właśnie sposób Lili poznała smak kawy - dobrze, że serwowali bezkofeinową. W swoich zapędach posuwa się dziewczyna coraz dalej - nie dosyć, że zjadła mi całą bitą śmietanę to jeszcze podłączyła do kawy. A potem zjadała cukier.....(!) pociesza mnie jedynie fakt, że był trzcinowy (zdrowszy?). Od jutra wybawienie - wraca po tygodniowej przerwie rytm przedszkolny! :-D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz